|
|

Ostatnia edycja Wrocław Salsa Festival okazała się być wielkim sukcesem, a na 5. rocznicę wydarzenia, która odbędzie się w dniach 16-19.02.2012, Riccardo przygotował dla Was niezwykłą niespodziankę i nowy, wspaniały program!
‘Universo Salsero Dance Company ’ i ‘Fly Dance Academy’ mają zaszczyt zapowiedzieć Wam, że reprezentacja najsłynniejszego salsowego zespołu na świecie, Tropical Gem z Włoch będzie na V Wrocław Salsa Festival!
Kolejne rewelacje to: Jazzy and Basia z Oslo, Tamambo z UK oraz Lisandra z Niemiec, Mouaze z Francji.
Angelo Rito z Włoch (obecnie mieszkający w Nowym Yorku), były tancerz “Fogorate Dance Project” – zespołu Juana Matosa, występujący niegdyś także w “Eddie Torres Dancers” w Nowym Jorku oraz biorący udział w III Wrocław Salsa Festival, pojawi się ponownie na naszym wydarzeniu i zaprezentuje nowy show wspólnie z Simone Capuani (Włochy).
Wszyscy artyści z Kuby, którzy brali udział w ostatniej edycji, potwierdzili swoją obecność: Wilmer Najarro and Maria Moreno, Jorge Camaguey, Osbanis Tejeda y Anneta Kepka, jak również inny artyści z Polski... ponownie będziemy mieć prawdzią bombę salsy kubańskiej!
Clau i Luke, polska para, która otrzymała prawdziwą owację na stojąco za swój pokaz tańca współczesnego podczas ostatniej edycji festiwalu, także potwierdziła swój udział.
José i Daniela (Kizomba DK), po raz pierwszy we Wrocławiu, poprowadzą warsztaty z kizomby na naszym festiwalu.
Miejsce, w którym będą imprezy, to ponad 500 m2.Mniejsza sala przeznaczona będzie do tańczenia: bachaty, kizomby i reggaetonu. Natomiast główna sala będzie przeznaczona do tańczenia salsy. Gwarantujemy najlepszą muzykę do salsy liniowej i kubańskiej, którą zagrają dj'e z Włoch, Szwajcarii i Holandii!
III Edycja Ogólnopolskiego Konkursu Choreografii – trzecia edycja dobrze znanego konkursu choreografii, do którego eliminacje odbędą się w 6 polskich miastach a finał, tak jak w zeszłym roku, będzie miał miejsce na piątkowej imprezie.
Pierwsza nagroda: puchar oraz 800 zł, a także full passy dla wszystkich tancerzy na Roma Salsa Festival 2012. Zdobywcy 2. i 3. miejsca otrzymają full passy na inne międzynarodowe festiwale w Europie.
50 godzin zajęć na wszystkich poziomach i stylach salsy, ale będą również afro, rumba, son cubano, reggaerton, rueda de casino, latin jazz, pachanga, bachata i kizomba!
Full passy są teraz dostępne w specjalnej cenie 340 zł. Pośpieszcie się, by kupić bilety, bo 09.01.2012 cena będzie podniesiona! Pamiętajcie, że rejestracja nie jest ważna bez wpłacenia pieniędzy. Możecie skorzystać z przelewu bankowego lub opłacić karnet przez paypal. Więcej szczegółów w zakładce „rejestracja”.
Początkujący mogą kupić specjalny full pass, w który wliczony są wszystkie imprezy i wszystkie lekcje na pierwszym poziomie, które będą odbywać się w jednej sali.
Baw się z nami na niezapomnianym weekendzie salsy w jednym z najbardziej artystycznych
i pięknych miast w środkowo-wschodniej Europie!
*************************************************************************
Reportaż z IV Wrocław Salsa Festival 17-20.02.2011 (Miasto Salsy)
| |

O tegorocznym IV Wrocław Salsa Festiwal głośno było co najmniej od jesieni. Magnetyczne nazwiska instruktorów, dobra sława poprzednich edycji, imprezy promujące festiwal oraz intensywna reklama sprawiły, że odliczaliśmy dni do 18 lutego, kiedy to większość z nas wybierała się do Wrocławia. Dodatkowo, z Krakowa, gdzie mieszkam, na festiwal wybierała się szczególnie duża grupa sprawnie zorganizowanych salseros.
Festiwal zainicjowała w czwartek 17 lutego impreza w klubie „Szuflada”, z pokazami tańca brzucha, formacji „Universo Salsero Students” oraz „La Vanilla” z Warszawy. W piątkowy wieczór pierwsze warsztaty poprowadzili Melissa Fernandez i Luis Vazquez. Ja swój udział w festiwalu zaczęłam od następującej po tych zajęciach imprezy, która odbyła się w jednym z budynków Politechniki Wrocławskiej. Muzyka grała na dwóch salach – w głównej, dużej sali ze sceną można było potańczyć salsę, w mniejszej – bachatę, kizombę, reggaeton. Koło pierwszej na scenę wkroczyli Melissa i Luis – instruktorzy festiwalu, którzy wystąpili również w roli konferansjerów. Widać było, że i w tej roli dobrze się czują – dowcipkowali, improwizowali, swobodnie mówili po angielsku i z powodzeniem rozgrzewali publiczność. Melissa i Luis na początek przedstawili instruktorów, którzy weszli w rolę jurorów w konkursie choreografii salsowej: Wilmera Najarro, Marię Moreno, Osbanisa Tejeda, Annetę Kepkę, Mitchella Provence, Monicę Melito i Jorge Camaguey’a. Konkurs choreograficzny towarzyszył festiwalowi, eliminacje odbyły się w wcześniej w Częstochowie, Poznaniu, Krakowie, Lublinie, Warszawie, Żorach, Wrocławiu i Szczecinie.
We wrocławskim finale zobaczyliśmy bardzo różne pomysły – układy w parach i grupowe, z rekwizytami, opowiadające historie, nawiązujące do nie tylko latynoskich tradycji kulturowych. Każdy z nas miał szansę wybrać swojego faworyta i trzymać za niego mocno kciuki podczas pokazów artystów festiwalu, które nastąpiły bezpośrednio potem. Na początek wystąpili przedstawiciele szkoły „Latino Vibe”, później holenderska grupa „Salsa Kings”, a następnie w nowoczesnej, dynamicznej, nieco hip-hopowej choreografii dali czadu „Salsa Twins” – hinduscy bliźniacy zakochani w salsie. Na koniec zaprezentował się organizator festiwalu – Riccardo ze swoją partnerką Edytą, czyli „Universo Salsero”
Po części pokazowej usłyszeliśmy werdykt w konkursie choreografii. Wygrali „Combo Cubano” z Poznania, którzy wraz z pucharem dostali 1200 złotych oraz wejściówki dla całej grupy na wybrany przez siebie Roma Salsa Festival. Drugie miejsce zajęła również poznańska grupa "Que Pasa", która pojedzie na Monaco Salsa Congress, a trzecie miejsce wraz z wejściówkami na Limburg Salsa Festival przypadło częstochowskim „Sabores de Salsa".
Po emocjach imprezy wróciliśmy do hostelów na parę godzin snu, by w sobotni poranek pojawić się na warsztatach. Zajęcia odbywały się w czterech salach – w szkole „Fly Dance Academy” zorganizowano wszystkie warsztaty poziomu początkującego, pozostałe trzy sale politechniki były podzielone tematycznie – salsa linowa w sali „Puerto Rico”, styl kubański w sali „Cuba” oraz reszta zajęć (jazz, kizomba, bachata, styling) w sali „Mundo”. Taki podział był zdecydowanie dobrym pomysłem – uczestnicy o danych preferencjach mogli spędzić większość czasu w jednej sali, zamiast co godzinę biegać pomiędzy budynkami.
Ja mimo zdecydowanej sympatii do salsy kubańskiej w sobotę zdecydowałam się poeksperymentować i wybrałam się najpierw na „Lyrical Jazz” do instruktorów znanych jako Clau & Luke. Para prowadziła zajęcia ze swobodą i humorem, pokazując nam dynamiczna choreografię do pełnej emocji muzyki. Potem pobiegłam na „Afro” do Jorge Camaguey’a, który swoim zwyczajem zrobił z zajęć cały show – śpiewał, klaskał, wymachiwał rekwizytami, tłumaczył rytmikę i znaczenie poszczególnych ruchów. Po przerwie obiadowej wróciłam do Clau & Luke na „Sexy Choreografia”. Nie wiem, czy to kwestia tytułu zajęć, czy dobrej sławy prowadzących, ale na lekcję przyszło tak dużo ludzi, ze trzeba ją było przenieść do większej sali.
Po tych zajęciach ja też przeniosłam się do innej sali - „Cuba” i poznałam Marię i Wilmera na ich zajęciach z rumby. Bardzo spodobał mi się ich sposób prowadzenia zajęć i przejrzyste dość przekazanie, co rumba powinna zawierać, a czego nie. To poczucie porozumienia było o tyle zaskakujące, że Maria i Wilmer mówią tylko po hiszpańsku, a ja tego języka niestety nie znam. Ale może po paru kongresach słownictwo taneczne już trochę rozumiem?
Potem zostaję na ruedzie u Osbanisa i Annety. Niezwykle pożyteczne zajęcia, na których prowadzący skupiają się na najprostszych figurach („dame”, „arriba”), uświadamiając nam, że do tej pory wykonywaliśmy je niezbyt dobrze, po europejsku.
Na tym kończy się część warsztatowa. Czas na przerwę kolacyjno-prysznicowo-drzemkową i wieczorem spotykamy się znów na sali politechniki na imprezie. Impreza zorganizowana jest podobnie jak dzień wcześniej: dwie sale, na większej salsa, na mniejszej – inna muzyka latynoska. Po północy następuje bogata część występowa, prowadzona znów przez niezastąpionych Melissę i Luisa. Część pokazową otwierają Anneta i Osbanis. Widzimy formacje „Que pasa” (zwycięzców konkursu choreografii), „Agua” z Łotwy, „Sala Rica DC” z Belgii, potem prezentują się Daniel Pancerz z Edytą Lanc, następnie „Krambo Dance” i Jorge Camaguey w choreografii afro. Potem na scenę wchodzą Clau & Luke i dają najbardziej zaskakujący pokaz tego wieczoru – choreografię tańca nowoczesnego, w klimacie smutnym i tak przejmującym, że niektórzy widzowie pod koniec mają łzy w oczach. Później wracamy do salsy, oglądając naszych instruktorów: Monicę i Mitchella, Marię i Wilmera oraz Melissę i Luisa w specjalnym pokazie na koniec, w którym wraz ze swoimi przyjaciółmi z Lublina zaprezentowali się w salsie. Jako że wrocławski festiwal był ostatnim wspólnym występem Melissy i Luisa przed przerwą we współpracy, para dostała kwiaty i wielkie brawa, a chwilę potem na scenie pojawiła się reszta artystów, improwizując razem finalny taniec.
Impreza trwała do 7:00, na szczęście warsztaty zaczynają się o „ludzkiej” 11:30. Tym razem spędzam cały dzień w sali „Cuba”, uczestnicząc w zajęciach prowadzonych na zmianę przez Jorge Camaguey’a i Marię z Wilmerem – salsa, wyczekiwany przeze mnie son, rumba, rueda ze śmiesznymi figurami i na koniec znów klasyczna salsa, na którą nie starcza mi już sił...
Resztkę energii udaje mi się wykrzesać z siebie parę godzin później w klubie „Szuflada” na pożegnalnej imprezie festiwalu. Noc w dużo mniejszym od sali politechniki klubie ma inną, bardziej kameralną atmosferę niż poprzednie. Wielu uczestników festiwalu pojechało po niedzielnych warsztatach do domów (pewnie z myślą o poniedziałkowym poranku w pracy), więc dla ograniczonego składu „Szuflada” okazuje się w sam raz. Melissa zapowiada ostatnie pokazy festiwalu – „Azucar Roja”, Andreasa Bromirskiego, „Agua”, Marii Moreno z Jorge Camaguey’em, „Salsa Rica DC”. Niespodziankę na koniec prezentują „Salsa Twins” wraz z Ulą w częściowo improwizowanym występie pokazującym indyjską kulturę tańca. Do animacji w tym stylu włącza się reszta tancerzy.
Muzyka DJ’a Ezio z Włoch rozgrzewa nas na tyle, że pokonujemy zmęczenie i ta ostatnia, zwariowana impreza w „Szufladzie” znów trwa do rana. A potem po krótkiej drzemce albo i bez wracamy do domów. Albo - jak ja i dziewczyny z „Azucar Roja” - prosto do biur, do pracy, mimo że w głowie wciąż rozbrzmiewa np. „Eleggua, eleggua...”
Podliczam sobie potem, że przez trzy noce od piątku do poniedziałku spałam łącznie 9 godzin – bo nie chciałam niczego przegapić. Polecam wrocławski festiwal wszystkim, którzy mają ochotę na intensywne przeżycie na wysokim poziomie artystycznym i z ujmującą atmosferą.
Tekst: Maria Dybicz
Zdjęcia: Ewa Kabza, Mariusz Broniszewski
26 II 2011
|
|